Minęły nasze drugie wspólne Święta, drugie spędzane na obczyźnie i pierwsze w czwórkę, a właściwie w szóstkę. Wypoczęliśmy i nacieszyliśmy się sobą. Spędziliśmy też czas z przyjaciółmi. Myślę, że bez żadnego przekłamania i obawy mogę użyć słowa "przyjaciele". Nawiązanie relacji z nowymi osobami było chyba moim największym zmartwieniem po przeprowadzce do Anglii. Tymczasem okazało się, że poznaliśmy tu ludzi, dzięki którym wszystko było i jest łatwiejsze. To ludzie, którzy mimo dłuższego stażu tutaj i często mimo różnicy wiekowej nie wywyższają się. Jest fajnie, a grono znajomych powiększa się.
Zaczynają się tez tworzyć nasze własne tradycje świąteczne, które są mieszaniną zwyczajów wyniesionych przeze mnie i przez Ślubnego z naszych domów rodzinnych, oraz zwyczajów angielskich. Dlaczego? Bo to Anglię wybraliśmy na nasz dom i choć kultywowanie polskich tradycji uważam za kluczowe, to jednak chcę by moje dzieci znały też tradycję, kraju, w którym żyją. Lubię wielokulturowość. Nie przeszkadza mi mieszanie się tradycji, póki pamięta się o własnych.
Mimo tego, że Święta trwają dwa dni, to nam się ten czas wydłużył. Tak naprawdę dopiero teraz zaczynam wracać do rzeczywistości. Powolutku, by nie pogubić planów i marzeń, które towarzyszyły mi w ostatnim czasie. Wiem, że przynajmniej część z nich spełnię. Inne zawsze zostaną w sferze marzeń. bo przecież posiadanie wszystkiego to żadna frajda.
Wyjątkowo zamiast migawek świątecznych chciałam Wam pokazać kawałek Anglii w śniegu. Wiecie, Święta są co roku, śnieg nie;)
Śnieg nadal jest. Udało nam się ulepić bałwana. Kto śledzi nas na Instagram, ten wie:) Kto nie, ten będzie miał okazję zobaczyć za niedługo i bałwana i cały nasz grudzień. A może i rok w kawałkach?
Miłego dnia Kochani!






















































