Beautiful Boy!





Urodziłeś się w naszym domu, tak jak tego chcieliśmy razem z Twoim tatą. Świadkami Twojego porodu byli też Twoi dziadkowie, Twoja siostra obudziła się gdy byłeś już na świecie. Ty zaś tak spieszyłeś się na ten świat, że położne ledwo zdążyły dojechać, a tata z dziadkiem napełnić basen. To była szalona noc...  

Mija tydzień Twojego życia po tej stronie brzucha, tydzień, który zostawiliśmy tylko sobie, na to by odpocząć, nabrać sił, poznać się. 

Już wiem, że jesteś silnym małym chłopcem o rozbrajającym uśmiechu i z całym pakietem równie rozbrajających min. Źle znosisz czas przebierania, wzdychasz po każdym kichnięciu, "gadasz" z piersiami, jesz za 10 (w dwudniowym odstępie między ważeniami przybrałeś 100g) i wydajesz z siebie dźwięki jak mały smok - ku uciesze Twojej starszej siostry, która ochoczo je naśladuje. Ona też skupia na sobie całą Twoją uwagę gdy tylko przysiądzie się do Ciebie. Nic dziwnego, w końcu jej wesołego szczebiotu słuchałeś przez całe 9 miesięcy i będziesz słuchał jeszcze bardzo długo:)













 Szczęśliwego życia nasz Piękny Chłopcze!

 


Odpuszczam...

Siedzę w kawiarni popijając mrożoną kawę przygotowaną specjalnie dla mnie, bo normalnie nie serwują. Czekam na południe, żeby odebrać Hanię z przedszkola. Mam chwilę dla siebie. Kawa średnia, ale ratuje mi życie, bo podobnie jak przed porodem Hani jedyną rzeczą, która pomagała mi na moje stany fizyczne i psychiczne było coś z kofeiną. W dodatku to coś koniecznie musiało być zimne. Nijak ma się to do zdrowego odżywiania w ciąży, ale dla mojej równowagi psychicznej ma olbrzymie znaczenie.

Doszłam bowiem do momentu, w którym dalsze przygotowania do wymarzonego porodu, choć nadal ważne i niedokończone tak, jakbym tego chciała, nie przynoszą ani radości ani spokoju.

Wiem ile zrobiłam, wiem jaką drogę przeszłam, teraz czas odpuścić... Wrzucić na luz, choć teraz o to ciężko i cieszyć się ostatnimi, na jakiś czas, chwilami spokoju. Nie mam całkowitego wpływu na przebieg porodu. Mimo moich przygotowań może być różnie. Jestem tego świadoma i dlatego też przygotowana na wyjazd do szpitala. Zostało nam jeszcze przetestować basen i odbębnić czwartkowe USG, które w jakiś dziwny, niewytłumaczalny sposób da mi jakieś absurdalne poczucie bezpieczeństwa...










































Nie lubię publicznego dziękowania tym, którym podziękować mogę osobiście, ale wiecie co? Należą się mu! I podziękowania, podziw i wdzięczność. Za to, że ogarniasz jak ja nie ogarniam, za cierpliwość dla moich nerwów, za opanowanie w sytuacjach, w których jestem bliska załamaniu, za wsparcie w tych ostatnich dniach, za pomalowaną ścianę i za tą cholerną przejściówkę do kranu, dzięki której będziesz mógł napełnić basen... Dziękuję Kochanie:*


Hania mówi

W ramach oderwania myśli od ciąży, porodu, wyprawki i całej reszty spraw powiązanych odgrzebałam notes z Hankowymi złotyi myślami. Rozgadała się i to jak. A to co mówi czasem mnie przeraża ;)


W lipcu odwiedzili nas rodzice Ślubnego i oczywiście nie zostali oszczędzeni przez wnuczkę... Podczas wieczornego maglowania przez dziadków, z kim ma zamiar spać, czy z rodzicami, czy z dziadkami, a może tylko z babcią, a może tylko z dziadkiem, Hania nie wytrzymała... 

Dosyć już tych pytań! Po czym zawinęła się i wyszła z pokoju...

*

 Najbardziej zaś chyba "oberwało" się babci...

Siedzimy przy stole - Hania, teściowa i ja. My z teściową przy kawie, Hania przy soku. Nagle, jak zwykle gdy moją pierworodną dotyka jakieś nieszczęście, daje się słyszeć przeciągłe (i doprowadzające do szału) jęczenie, które dopiero po chwili przechodzi w wyartykułowane i skierowane do babci:

Klaaaaapeeeeeeeek! - W domyśle :Spadł klapek, trzeba założyć, bo przecież siedzi na swoim wysokim krześle...

Ja: Haniu, ale babcia nie jest Twoją służącą. Jeśli chcesz, żeby babcia Tobie pomogła, to wystarczy poprosić.

Hania: Proszę służąco, załóż mi klapek...

Mina babci bezcenna... Moja chyba jeszcze bardziej...

*

Po zrobieniu siusiu na nocnik, moje dziecko z nieukrywaną radością oznajmia:

Jestem wdzięczna, zrobiłam siku! Czy Ty też jesteś wdzięczna?

*

Któregoś razu między kredensem a ścianą dostrzega kocią piłkę.

O! Moja piła! Daj mi, daj mi! .... O! Dajmiłaś!


Jest też mistrzem w przedrzeźnianiu naszych angielskich sąsiadów...
Głos zza płotu: George! Come on George! kierowane do kota, o ile się nie mylę.
Hania przez następnych kilkanaście minut: "George, come on George".
 *

Jednak hitem ostatnich dni są Hankowe rozważania anatomiczne...
O! Mam tu cipkę - wygłasza podczas kąpieli - i tata ma cipkę i mama też ma cipkę.
Ja: Haniu tatuś nie ma cipki, tatuś ma penisa. Tylko dziewczyny mają cipki.
Hania po chwili namysłu: Tatuś ma dużą cipkę...


Kurtyna....
Dobranoc...
 
 

37 tydzień za nami

W piątek ukończyliśmy z Bąblem 37 tydzień ciąży. To oznacza, że jeśli wybrał by się na świat już teraz, to mogę śmiało rodzić w domu. Tyle, że zawarliśmy umowę. Ma nie wychodzić z brzucha przed późnym wieczorem 14 września i nie później niż 19 września;) Trochę jednostronna ta umowa, ale cóż... Zobaczymy czy się posłucha:)

Chyba jesteśmy gotowi, choć jeszcze nie mamy najważniejszej rzeczy... Basenu. No i imienia... Kto śledzi fejsbukowy fanpage, ten wie, że mamy dwa typy. Decyzja chyba zapadnie po porodzie;)

Ja muszę jeszcze dokończyć kompletowanie prezentów od Bąbla dla Hani i od Hani dla Bąbla, dokupić ogony wołowe na mój Rosół Mocy, co bym się miała czym posilić po porodzie no i zacząć masaże. Tego ostatniego jednak trochę się obawiam... Nie chcę przyspieszyć akcji, w końcu a deal is a deal;)

Zdjęcia brzucha brak, choć powiem szczerze - ładny jest;) Tak ładnego brzucha przy Hani nie miałam. A zdjęcia brak bo selfie wychodzą mi baaardzo kiepsko, Ślubny w pracy, a poza tym on nie ma ani cierpliwości ani, jak twierdzi, ręki... Za to podzielę się z Wami naszym pomysłem na to, co fajnego można dla Bąbla mającego przyjść na świat wyczarować:)

Rodzeństwo przy porodzie?

Kiedy zaszłam w drugą ciążę nawet nie myślałam o tym, że Hania mogłaby uczestniczyć w porodzie. Zaczęliśmy się zastanawiać ze Ślubnym jak tutaj rozwiążemy problem opieki dla Hani, ale jak to zwykle bywa w takich momentach, sytuacja powoli zaczęła klarować się sama. Gdzieś pomiędzy wspomnieniami pierwszego porodu, a szukaniem informacji o ciąży i porodach w Anglii przyszłą myśl o porodzie domowym. Ale nawet wtedy przez myśl mi jeszcze nie przeszło, że Hania miałaby zostać z nami... Do czasu w którym, podczas wertowania stron poświęconych porodom domowym trafiłam na filmy z tychże, a tam obok rodziców i położnych - dzieci. W różnym wieku. Od dwuletnich brzdąców po nastolatki...


Plan Porodu. Warto!

W ciąży z Hanią nikt mnie nie pytał o żaden plan porodu. To też nie pisałam, bo i po co? Opłaconej położnej nie miałam, poród rodzinny z różnych względów został w sferze marzeń, no i polska rzeczywistość....



Jakoś tak odgórnie założyłam, że plany porodu mogą sobie pisać kobiety rodzące w większych miastach, bardziej "cywilizowanych". Kieleckie porodówki jawiły mi się jako taśmociągi na halach produkcyjnych. Kto by się tam jakimś planem porodu przejmował...

Czy były to trafne podejrzenia nie wiem. Z mojego otoczenia chyba żadna kobieta nie pisała planu porodu. A to błąd...

Dlaczego? Bo skoro NFZ daje taką możliwość, to trzeba korzystać i nauczyć naszą szanowną służbę zdrowia, że KOBIETA RODZĄCA MA PRAWA! A przede wszystkim PRAWO WYBORU i prawo do DOBREGO PORODU. Jeśli my same nie zaczniemy wymagać od służby zdrowia, nic się nie zmieni...



Tym razem rodzę w UK, tym razem napisałam i myślę, że to dobry plan. Założyłam między innymi, że przede wszystkim mój plan porodu jest elastyczny. Bo nie mam stuprocentowej pewności co się wydarzy. Zakładam poród domowy i w wodzie, ale jestem przygotowana na transfer do szpitala. Zakładam poród bez środków znieczulających, ale nie wykluczam użycia gazu czy TENS... Czego jeszcze chcemy?

  • Chcemy porodu niezakłóconego przez niepotrzebne interwencje medyczne (w tym przyśpieszanie porodu)
  • Chcemy porodu w atmosferze spokoju, ciszy, przygaszonego światła.
  • Bez względu na miejsce porodu chcę mieć pełny wybór co do pozycji i wsparcie przy ich wyborze.
  •  W razie wystąpienia dystocji barkowej chcę być niezwłocznie poinformowana oraz w pierwszej kolejności przyjąć pozycję kolanowo - łokciową.
  • Chcemy by pępowina została przecięta po urodzeniu łożyska, w ostateczności po jej wytętnieniu.
  • Nie chcemy by naszemu dziecku podano po narodzeniu zastrzyk z witaminy K bez uprzedniego sprawdzenia poziomu tejże we krwi dziecka (za co zostałam zgłoszona do jakiegoś towarzystwa pediatrycznego... ciekawe czy zadzwonią). Po sprawdzeniu poziomu podejmiemy decyzję co do sposobu podania witaminy.
  • Nie chcemy by dziecko po porodzie było myte, w razie konieczności delikatnie osuszyć twarz.
  • Chcemy by po porodzie, o ile pępowina na to pozwoli, dziecko zostało położone na moim brzuchu. Jeśli pępowina będzie za krótka, czekamy do wytętnienia.
  • Chcemy by Hania była obecna przy porodzie brata o ile tylko sama będzie tego chciała.
  • Chcę być informowana na bieżąco o wszelkich nieprawidłowościach i podejmowanych przez położne czynnościach.
  • W razie porodu szpitalnego chcę mieć dostęp do wszelkich udogodnień oferowanych przez szpital, włączając basen.
  • W razie zaistniałej potrzeby wyrażam zgodę na nacięcie krocza.
  • Poród łożyska również ma być naturalny, jeśli zajdzie konieczność zgadzam się na podanie leków.



To tylko główne założenia planu, ale one dają mi spokój, bo wiem, że jeśli poród będzie przebiegał spokojnie, to one zostaną zrealizowane. Na całą resztę nie mam wpływu. 

Tym razem nie wyobrażam sobie żeby przy porodzie miało zabraknąć męża. Pisałam kiedyś o swoich przemyśleniach o obecności ojców przy porodach (KLIK). Dziś jest inaczej, bo ja jestem bardziej świadoma siebie i swojego ciała. Jestem też świadoma tego, że i On się zmienił, że sam tego chce. A to już zmienia postać rzeczy. Bo wiem, że skoro on jest pewien to ja mogę być spokojna. Najważniejsze, że to jest Jego, nieprzymuszona moją postawą decyzja. 

Chcemy także, co jeszcze nie zostało zawarte w planie, ale omówione z położną, by do zabezpieczenia pępowiny użyto sznureczków zaplecionych przeze mnie. Pamiętam jak panicznie bałam się przewijać i kąpać Hanię do momentu odpadnięcia pępowiny. Wszystkim zajmował się mąż. Tym razem pewnie też by tak było, gdybym przypadkiem nie wpadła na stronę. Bąbel zatem zostanie zasznurowany:) 




Jeśli pytacie o kwestię sterylności to już odpowiadam:) Sznurki nie muszą być sterylne bowiem nie stykają się z raną. Jednak wiele położnych zastrzega, że nie użyją ich dopóki te nie zostaną wygotowane, a następnie przechowywane w plastikowej torebce w zamrażarce, aż do chwili użycia. Tak więc sznureczki czeka gotowanie, a potem spokojne czekanie na TEN dzień:) Podobnie jak i cała reszta rzeczy, choć przygotowania nadal w trakcie;)




A jak było u Was z planami porodów? A może właśnie przymierzacie się do napisania takiego? Mój choć w zasadzie gotowy, to co rusz jest o coś poszerzany:)


Co z tą dystocją?

Czekałam na ten wczorajszy dzień jak na szpilkach. Wczoraj bowiem miało się rozstrzygnąć, czy poród będzie DOMOWY czy raczej szpitalny. I tak wczorajszy dzień i wczorajsza wizyta przeszły do wspomnień, a ja nadal wiem tyle ile wiedziałam. Czyli niewiele...

Przy którymś z poprzednich skanów pani doktor, której bardzo się spieszyło rzuciła tylko, że ze względu na dystocję barkową przy poprzednim porodzie, nie radzi mi rodzić w domu tym razem. Dodała, że ryzyko wzrasta przy dzieciach dużych, dlatego w 38 tygodniu mam mieć skan oceniający wielkość dziecka. 

Problem w tym, że zebrane przez mnie informacje na temat dystocji barkowej (głównie z opracowań dla położnych, więc źródła wiarygodne) wskazują na zupełnie coś innego.

DYSTOCJA BARKOWA - to sytuacja, w której po urodzeniu główki, ramię lub ramiona zostają zaklinowane w miednicy. Sytuację obrazuje poniższy film.




Na wystąpienie dystocji barkowej nie ma się wpływu. To jest 50% na 50%. Albo będzie, albo nie. (Edit: Zdania co do ryzyka wystąpienia dystocji barkowej w kolejnych porodach są mocno podzielone, jednak dystocja w pierwszym porodzie nie oznacza dystocji w następnych). Czasem sprzyjać może budowa miednicy, jednak to są przypadki sporadyczne i z reguły wiadomo od razu, że mogą być problemy przy porodzie naturalnym ze względu na budowę matki. U mnie problemu nie ma...

Procedura postępowania w przypadku dystocji jest taka sama w szpitalu jak i w domu. Z tą różnicą, że położna w szpitalu zwołuje cały oddział więc w razie czego odpowiedzialność nie leży tylko na jej barkach jak w przypadku porodu domowego. 


Szpital sprzyja występowaniu dystocji, bo:

  • w większości przypadków kobiety na starcie otrzymują oksytocynę albo od razu proszą o epidural, co najczęściej skutkuje podaniem sztucznej oksytocyny. Oksytocyna przyśpiesza akcję powodując, że dziecko często nie jest w stanie samo poprawnie ułożyć się w kanale rodnym. Z kolei samo podanie epiduralu powoduje, że poród zostaje zaburzony i zdecydowana większość kobiet ma problemy z "aktywnym" porodem.
  • zdecydowana większość porodów odbywa się w pozycji leżącej, która z fizjologicznego punktu utrudnia poród kobiecie i narodziny dziecku, bowiem kanał rodny w tej pozycji ułożony jest pod złym kątem. Efekt jest taki, że dziecko ma mniej miejsca w kanale, a kobieta musi włożyć znacznie więcej wysiłku w parcie.
  • stres, który znacznie wzrasta w szpitalu potrafi skutecznie przyblokować akcję porodową "wymuszając" na personelu podawanie środków przyspieszających poród - koło się zamyka...

Dystocji barkowej nie można uniknąć, ale można zminimalizować ryzyko jej wystąpienia poprzez:

  • unikanie ingerencji medycznych (oksytocyna, epidural, inne inwazyjne znieczulenia)
  • cierpliwość i nie pośpieszanie dziecka w żaden sposób
  •  aktywny poród - zmiany pozycji w trakcie I fazy porodu, a także całkowita rezygnacja z pozycji leżącej podczas II fazy

 Mimo wszystko czasem jednak dochodzi do zaklinowania się dziecka. I co wtedy?

  • Absolutnie NIE WOLNO manipulować głową dziecka, a tym bardziej za nią ciągnąć!
  • Jeśli szyjka owinięta jest pępowiną, pępowiny się nie przecina
  • NAJLEPSZĄ i PIERWSZĄ rzeczą, którą powinno się wykonać jest MANEWR GASKIN, czyli pozycja kolankowo - łokciowa, która ułatwia dziecku poród poszerzając rozwarcie. Działają też wówczas siły grawitacyjne, które ułatwiają poród i matce i dziecku.
  • Jeśli matka rodzi w pozycji leżącej z reguły stosuje się MANEWR Mc ROBERTS'A, polegający na uniesieniu ugiętych nóg matki do klatki piersiowej. Miałam wykonywany przy Hani, nie polecam, nie zdało egzaminu... (O tym dlaczego dowiecie się z poniższego filmiku...)


  •  Zmiana pozycji barku dziecka - poprzez manewry RUBINA lub ucisk nadłonowy
 manewr Rubina 180 stopni


manewr Rubina 45 stopni


ucisk nadłonowy


W zdecydowanej większości przypadków rozlokowuje się bark dziecka, co może doprowadzić do porażenia splotów nerwowych. To z kolei może skutkować trwałym kalectwem. Niestety, jak pokazuje nasz przypadek w polskich szpitalach stosuje się także CHWYT KRISTELLERA, który wygląda mniej więcej tak i jest chwytem NIEBEZPIECZNYM I ZABRONIONYM.




Na koniec krótki film o urazach poporodowych i o tym, jak o nich dochodzi. 





I teraz powiedzcie mi czy bardziej ryzykuję upierając się przy porodzie domowym, czy zgadzając się na poród w szpitalu?



Literatura:

http://midwifethinking.com/2010/12/03/shoulder-dystocia-the-real-story/
http://kamil.alpha.pl/?page_id=158
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dystocja_barkowa
 


AddThis