Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród w hipnozie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poród w hipnozie. Pokaż wszystkie posty

Do what your body tells you

Od narodzin Patyka minęły dwa miesiące, piękne ale też niełatwe. Pomijając kwestię totalnej reorganizacji codzienności i poznawania siebie nawzajem, zaliczyłam kolejny życiowy, a konkretnie żywieniowy przewrót. Dzięki wsparciu i wiedzy Mamy Magenisiowej doszliśmy do źródła okropnych odparzeń Patykowej pupy, a ja tym samym musiałam z diety całkowicie wyeliminować nabiał. Z glutenem dzielnie walczę. Moja dieta i powolna zmiana żywienia nas wszystkich kosztowała i jeszcze kosztuje mnie sporo energii, ale... powoli i do przodu :) Po dwóch miesiącach przerwy zatęskniłam do tego miejsca, więc na powrót jestem, choć mój czas skrócił się do wartości ujemnych, to po prostu nie mogę tak siedzieć i nic nie robić ;)

Patryk zwany przez nas pieszczotliwie Paprykiem (przypadkowe przejęzyczenie przyjęło się w rodzinie) względnie Patykiem (choć posturą raczej konar przypomina albo mały pieniek) kończy dwa miesiące. Ponad dwa miesiące temu byłam pełna obaw o to, czy spełni się moje marzenie, czy urodzę w domu, w basenie i bez problemów. Udało się! Choć nie do końca tak miało być. Miał być spokój, cisza, relaksująca muzyka i poród w hipnozie przy świetle świec. A jak było? Na wariackich papierach....

Godzina mniej więcej 1 w nocy, budzi mnie dziwny ból. Piszę do Matki Kwiatka że się chyba zaczyna i idę pod prysznic. Po prysznicu potwierdzam Ani, że to to, budzę Ślubnego i rodziców - w końcu ktoś musi napełnić basen. Zamykam się w łazience i liczę skurcze. O 2 w nocy upewniona, że akcja się rozpoczyna i że poród się zaczął dzwonie do szpitala z prośbą o przysłanie położnych. Dyspozytorka wnioskując z ilości i długości skurczy w trakcie rozmowy, niezwłocznie informuje położne i każe wziąć paracetamol... Do tej chwili wszystko idzie zgodnie z planem. Tyle, że akcja zaczyna niebezpiecznie przyspieszać.

Między skurczami niemal biegne na dół by resztą sił przed kolejnym skurczem poinformować resztę, że mamy mało czasu. Wracam na górę, do łazienki. Potrzebuję być sama, wyciszyć się. Nie mogę... Czuję jak akcja przyspiesza, dzwonię do położnej i dukam do telefonu ściśniętym gardłem "hurry up". Tylko na tyle mnie stać. Schodzę na dół, czuję powoli zbliżające się bóle parte i modłę się, żeby zdążyli napełnić ten cholerny basen i żeby położna zdążyła. 

Dzwonek do drzwi - taksówką przyjechało chyba pół sprzętu medycznego ze szpitala. Butla z tlenem, jakieś pompy, maski i inne rzeczy na wszelki wypadek. Położnych nie ma, a ja oparta o stół czuję, że za chwilę się zacznie. Czuję nieodpartą chęć parcia... Zaciskami nog. Ból już jest nie do zniesienia, trzęsę się. Bo boli... Hipnoza? Coś tam w tle leci. Pali się jaśminowy wosk, ja wdycham olejek neroli. Wszystko na nic, bo stale po głowie chodzi mi myśl " gdzie położna, gdzie woda.." 

W końcu wody jest na tyle, że mogę wejść do basenu. Jezu, jaka ulga. Połowa bólu mniej. Zaczynam znów kontaktować i informować o przebiegu porodu. Woda jest za ciepła, jest jej za mało choć cały czas płynie wężem i jest dolewana garnkami. Przyjeżdża położna! Starsza kobieta o miłej aparycji. Informuje ją, ze to już blisko. Pytam czy w razie czego jest gotowa przyjąć poród z dystocją. Dzwoni do szpitala, żeby w razie czego mieli w zapasie karetkę. Obie jesteśmy spokojniejsze. Kolejny skurcz - odeszły wody. Chwilę później przyjeżdża druga położna, ta główna. Zanim zdążyła mnie zbadać mówię jej, że mam właśnie bóle parte. Sprawdza. Pełne rozwarcie....

"Do what your body tells you" mówi. Czuję moc. Ból ogromny, jakiego nie znałam z porodu Hani. Czuję skurcze i to, jak Patryk przeciska się przez kanał. Czuję jak wychodzi. Między skurczami wraca mi świadomość, opowiadam położnym co czuję, monitoruje stan wody, której nadal jest zbyt mało żeby urodzić. Położne chcą bym rodziła poza basenem. Ślubny przygotowuje podłogę, rodzice dalej noszą wodę. Nie ma takiej siły, która wyciągnie mnie z basenu! Zmieniam pozycję na klęk podparty, obniżam maksymalnie tył. Położne godzą się bym została w wodzie. Skurcz. Paskudny... "Head is out" mówię i dotykam głowy synka. Kosmata ogromnie. Czuję przypływ mocy. Całuje Ślubnego w rękę, którą mnie głaszcze. Odpoczywam... Tato wlewa ostatni gar wody.
"Another is coming" informuję położne na chwilę przed skurczem. Ten był ostatni...





To nie karmienie sprawia mi taki ból, a poród łożyska ;)
















Wzruszone położne mówią, że jeszcze nie były przy tak dobrze zorganizowanym porodzie, że rzadko rodząca jest tak świadoma i tak dobrze kontroluje przebieg porodu. Jestem dumna z siebie. Ze swojej determinacji, wiedzy, intuicji i wiary w swoje ciało. Udało mi się. Ale nie byłoby tak gdyby nie cudowni ludzie obok mnie. Mój mąż, moi rodzice i dobre położne. Nie udałoby się gdyby Victoria nie przypomniała mi "Do what your body tells you"...

Cały poród trwał 2 godziny 20 minut od pierwszych bóli zapisanych w wiadomości do Matki Kwiatka. Jedno powierzchowne pęknięcie i jedno otarcie. Zero środków znieczulających, zero ingerencji - czysta natura... Półmrok po narodzinach, przyciszone głosy, pępowina przecięta po wytętnieniu przez Ślubnego, a zawiązana przez mojego tatę, mama trzymała Hanię, która obudziła się chwilę po narodzinach brata. Prawdziwie rodzinny poród... Wymarzony...











Pierwsza kąpiel















 Ponoć poród można porównać do maratonu. Ja swój przebiegłam w zawrotnym tempie. Podobnie było z zawijaniem się macicy. W ciągu czterech dni zawinęła się cała. A ja w ciągu tych czterech dni "rodziłam" na nowo. Tyle, że te bóle były o wiele gorsze od porodu. Z bólu wyłam, nie mogłam się poruszać za bardzo, przy karmieniu łzy leciały mi strumieniami. Poród przy tym to był pikuś...
 
Kochane przygotowujcie się do porodów! To doświadczenie zmienia życie - daje moc i wiarę, albo ją odbiera. Mamy duży wpływ na to, jak będzie przebiegał poród. Warunkują go nawet pozycje w których siedzimy czy odpoczywamy w ciąży, warunkuje go nasza aktywność fizyczna, dieta i nasze nastawienie. Bólu nie można wyeliminować, ale można nauczyć się z nim radzić. Poród może być piękny!

Rodzeństwo przy porodzie?

Kiedy zaszłam w drugą ciążę nawet nie myślałam o tym, że Hania mogłaby uczestniczyć w porodzie. Zaczęliśmy się zastanawiać ze Ślubnym jak tutaj rozwiążemy problem opieki dla Hani, ale jak to zwykle bywa w takich momentach, sytuacja powoli zaczęła klarować się sama. Gdzieś pomiędzy wspomnieniami pierwszego porodu, a szukaniem informacji o ciąży i porodach w Anglii przyszłą myśl o porodzie domowym. Ale nawet wtedy przez myśl mi jeszcze nie przeszło, że Hania miałaby zostać z nami... Do czasu w którym, podczas wertowania stron poświęconych porodom domowym trafiłam na filmy z tychże, a tam obok rodziców i położnych - dzieci. W różnym wieku. Od dwuletnich brzdąców po nastolatki...


Jak przygotować się do porodu?

To pytanie nurtuje chyba każdą kobietę w ciąży, a zwłaszcza te, które mają przed sobą pierwszy poród. Problem w tym, że w większości przypadków dotyczy ono rzeczy, które należy ze sobą zabrać do szpitala. I na tym się kończy...
Niestety większość  z nas poprzez zbytnią medykalizację ciąży i porodu, a także zbytnie zaufanie lekarzom, zatraciła pierwotne instynkty. A przecież nawet najlepsi lekarze i położne nie gwarantują dobrego, spokojnego ( a co za tym idzie bezpiecznego) porodu. To nie oni rodzą, oni "odbierają" dziecko. To nasze zadanie. Poród jest porównywany do maratonu. Czy któraś z Was pobiegłaby w maratonie bez przygotowania?
Ja pobiegłam raz. Jedyne co wiedziałam, to że będę biegła, że będzie bolało i że będą 3 fazy. Nie polecam... Co zatem kobieta może i powinna zrobić by ułatwić poród sobie i dziecku?
Przede wszystkim POSZERZAĆ SWOJĄ WIEDZĘ na temat ciąży, porodu, pozycji przy porodzie, swoich praw w trakcie i po porodzie i wielu, wielu innych rzeczy. Bo to nasz obowiązek... Wiele porodów byłoby o wiele łatwiejszych gdyby kobiety zamiast polegać na personelu szpitala ( który niestety często jest niedoedukowany lub najzwyczajniej w świecie dba o interes własny, nie rodzącej), wiedziały jak sobie pomóc.
Dobijam 9 miesiąca. Czytam i im więcej czytam, tym bardziej uświadamiam sobie jak niewiele wiem, że liznęłam jedynie wierzchołka góry lodowej. Ale wiem też, że gdybym przy porodzie z Hanią miała choć taką wiedzę, to byłoby inaczej... Może nie musiałaby mieć łamanej ręki i siłą być wypychana....
W zasadzie powyższa rada jest jedną i jedyną, której powinny się trzymać przyszłe mamy. Tymczasem przyszłe mamy w małym palcu mają najnowsze kolekcje wózków, mebelków i ubranek...
No dobrze, ale skąd czerpać tajemną wiedzę?
Od razu mówię: wywalcie kompendia wiedzy dla ciężarnych w kosz. Czasopisma ze sklepowych półek również. Szkoda czasu i pieniędzy. Jest wiele książek, opracowań, stron internetowych oraz blogów, które niosą rzetelny przekaz. Poniżej dzielę się swoją listą, mam nadzieję, że moi drodzy czytelnicy w komentarzach dorzucą swoje 3 grosze:)
1. The Gentle Birth Method by Gowri Motha
 Żałuję, że nie była to pierwsza książka o ciąży i przygotowaniach do porodu jaką kupiłam. Zawiera wszystko, co kobieta powinna wiedzieć. Począwszy od diety (tu ciekawostka - kobiety będące na diecie bezglutenowej (w dużym uproszczeniu) mają łatwiejsze porody) kończąc na technikach relaksacyjnych. Niestety książka wydana tylko w języku angielskim i pewnie w Polsce mało dostępna, ale warto poszukać na Amazonie lub e bayu opcji z wysyłką do Polski. Można też ograniczyć się do informacji zawartych na portalu.


2. Poród naturalny Iny May Gaskin

Niestety nie czytałam, choć jest na mojej liście. Choćbym chciała- nie dam rady przeczytać wszystkiego. Nie mniej jednak w sieci można znaleźć całą masę wywiadów z Iną May, które są równie pomocne i bardzo otwierają oczy na to, co się dzieje w położnictwie, a co powinno się dziać.


Polecam obejrzenie filmów:
Porodowy biznes
Birth Story


3. Narodziny bez przemocy Fredericka Laboyer




Pisana ciepłym językiem książka, pozwalająca spojrzeć na poród oczami rodzącego się dziecka. Wzruszającą i motywująca do poszerzania wiedzy. Tą książkę powinna przeczytać każda kobieta przed porodem.  Bo, choć dla wielu z nas fakt przecinania pępowiny po jej wytętnieniu jest oczywisty, to lektura różnych forów i grup tematycznych pokazuje, że mimo jasnych zaleceń w wielu szpitalach pępowinę przecina się od razu. Nie wszystkie szpitale dbają też o przyjazną matce i dziecku atmosferę, dlatego warto przeczytać tą książkę i walczyć o swoje prawa. Dla siebie i dla dziecka.






 4. Spinning Babies
 
To cudowny portal, z którego dowiecie się wszystkiego na temat optymalnej pozycji fetalnej, o tym jak za pomocą pozycji w których odpoczywamy w ciąży możemy ułatwić lub utrudnić sobie poród, o ćwiczeniach pomagających dziecku zejść do kanału i zająć pozycję optymalną, o ćwiczeniach ułatwiających poród, a nawet nauczycie się samodzielnie określać ułożenie dziecka!

5. Hypnobirthig, The Mongan Method




Pozycja szczególnie dla tych, którzy chcą doświadczyć czegoś nowego i na stawiają się na poród w 100% naturalny. Moje przygotowania do hipnoporodu nie idą niestety najlepiej. Wymagająca dwu i pół latka w fazie buntu, na etapie odpieluchowania oraz przeprowadzka i ogarnianie spraw powiązanych ograniczyły mój czas na ćwiczenia. Obecnie jestem na etapie, na którym bez nagrania z płyty ani rusz. Ale jedno mogę Wam z ręką na sercu powiedzieć - TO DZIAŁA! 
Niestety pozycja również w języku angielskim i dostępna przez Amazon lub e bay.


Pozycja bardzo podobna do powyższej. Również przez Amazon lub e-bay.

Opisane techniki wprowadzają w stan głębokiego relaksu, dzięki któremu ból odczuwany jest w mniejszym stopniu lub prawie w ogóle. Obie metody pozwalają na wyzbycie się stresu przed porodem oraz leczą traumę doznaną w poprzednich porodach. Wiedza o tym, jak lęk i stres wpływają na przebieg porodu może się okazać kluczowa dla następnych porodów.









7. Home Birth: a practicl guide


Dla zainteresowanych porodem w domu i nie tylko. Książka rozwiewa wszelkie możliwości pokazując, że poród w domu NIE JEST ryzykowaniem życia swojego dziecka ani własnego, ani też wymysłem. Można się też dowiedzieć, że wyśmiewane przez Polki pomiary brzucha dają lepsze wyniki w przypadku dzieci słabo rozwijających się niż USG... 

 Również w j. angielskim. Dostępna na Amazonie i e bay.









To już chyba wszystkie najważniejsze źródła mojej wiedzy. Jeśli znacie inne pozycje godne polecenia, koniecznie podzielcie się nimi w komentarzach! Jeśli macie wokół siebie kobiety przygotowujące się do porodu prześlijcie link do tego artykułu, a także do TEGO i TEGO.


Grunt to dobre nastawienie!

Dobre, pozytywne nastawienie pomaga w życiu, o tym chyba każdy wie. I choć z reguły patrzę na życie realistycznie i raczej daleko mi do niepoprawnej optymistki widzącej wszędzie same plusy, to jednak dla mnie dobre nastawienie i hurra optymizm to dwie różne rzeczy.

Skoro pozytywne myślenie pomaga w życiu, to dlaczego nie miałoby pomóc podczas porodu, jest on przecież jednym z najważniejszych jego elementów? Poród rozpoczyna nowe, odrębne życia. Życia - bo rodzi się nie tylko dziecko, rodzi się też matka. Dlaczego tak piękna transformacja ma być poprzedzona strachem, lękiem czy niechęcią? 

Hipnoporód - wymysł czy wybawienie?

Kiedy na facebookowej grupie Homebirths UK zadałam pytanie o porody domowe w Anglii dostałam podpowiedź, żeby zainteresować się hypnobirthingiem czyli hipnoporodami. Pierwszą moją reakcją było głębokie rozczarowanie. Bo jak to? Ja tu poważne pytanie zadaję, a polecają mi szamańskie metody rodem z okresu rewolucji hipisowskiej. Włożyłam między bajki i zapomniałam.

W miarę pogłębiania swojej wiedzy o porodach domowych co raz częściej trafiałam na określenie hypnobirth. W końcu zaczęłam dociekać, szukać, czytać i dopytywać. Moje zdanie diametralnie zmieniło się kiedy poznałam istotę rzeczy. Teraz wiem, że to dla mnie.


AddThis