Wesołych Świąt!

Zapach piernika, pierogów z kapustą i grzybami wymieszał się już z zapachem igliwia. Znak, że Święta już tuż, tuż. Choć nie ze wszystkim się wyrobię, choć nie wszystkie okna wymyte, a śledzie dopiero się moczą, to i tak będą udane Święta! Mam nadzieję, że Wy również nie pozwolicie, żeby coś popsuło nastrój tych chwil. Znajdźcie czas na chwilę zabawy z dziećmi, na chwilę z dobrą kawą. Koniecznie!































 A może jeszcze jedno? ;)











 









Kochani, życzę Wam aby ten świąteczny czas był pełny radości i rodzinnego ciepła. Bez względu na to gdzie Was życie zaniosło!




O zdjęciach, których nie ma i o wspomnieniach, które są...

Parę dni temu zmieniając ustawienia w aparacie przypadkowo sformatowałam kartę. Cała jej zawartość przepadła na dobre, ale wraz z utraconymi zdjęciami powróciły wspomnienia. Jak żywe...

Uwielbiam fotografie i czas w nich zatrzymany. Nie nasz dom jeszcze nie tonie w wiszących na ścianach wspomnieniach głównie dlatego, że jest nie nasz. Poza tym uważam, że wyjątkowe chwile, które warte były uwiecznienia na papierze, potrzebują wyjątkowej oprawy. Większość z nich cierpliwie czeka w szafce, obok albumów. Ale są tez takie wspomnienia, które, mimo tego, że warte, to nie zostały uchwycone obiektywem aparatu...

Dwa lata temu Święta spędzaliśmy u moich rodziców. Ostatnie przygotowania do świątecznego obiadu, w radiu rozbrzmiewa dźwięk jakiejś kolędy, nie pamiętam jakiej, bo to zostało wyparte przez widok mojej mamy trzymającej Hanię na rękach i tańczącą w rytm kolędy. To było coś wesołego. Pamiętam, że się rozpłakałam... Mama zmagała się wówczas z rakiem. Tak bardzo się o nią wtedy bałam,tak bardzo chciałam zatrzymać wtedy czas. Nie, nie na zdjęciu... Stałam i patrzyłam. Chłonęłam chwilę. Nie chciałam jej zakłócać dźwiękiem zwalnianej migawki, nie chciałam stracić ani ułamka sekundy na poszukiwania aparatu. Łzy spływały mi po policzkach...

Pamiętam, że nachodziły mnie potem myśli, czy jeszcze kiedyś zobaczę ten widok. Czy moja córka będzie miała możliwość przygotowywania Świąt z moją mamą, a swoja babcią. Czy spotkamy się wspólnie przy kuchennym blacie przy pieczeniu ciasteczek lub lepieniu pierogów świątecznych. W życiu nie przypuszczałam, że dwa lata później tak właśnie się stanie. Trzy pokolenia kobiet, w tym jedna niespełna trzyletnia, wspólnie piekące ciastka w towarzystwie kolęd i śmiechu. Znów chłonęłam chwilę, tak, by jak najwięcej utkwiło mi w pamięci. Piekłyśmy wtedy pistacjowe makaroniki... W życiu też nie przypuszczałam, że uda mi się zrealizować największe marzenie mamy i jedno z moich największych - wizytę w Anglii. I choć niewiele mogłam jej pokazać, to wierzę, że taki dzień jeszcze nadejdzie.

Z tego pieczenia ciastek też nie ma zdjęć. Były na tej karcie, którą przypadkowo sformatowałam. I choć nigdy nie włożę fotografii z tych chwil do albumu ani nie powieszę na ścianie, to w moim sercu zawsze będą żywe..



Makaroniki pistacjowe i o tym dlaczego bez glutenu i nabiału

Od ponad roku krążył mi po głowie temat diety bezglutenowej, bardziej z ciekawości niźli z konieczności jednak. Nie przypuszczałam, że z odstawieniem glutenu przyjdzie mi się zmierzyć całkiem na poważnie i nie koniecznie z czystej ciekawości.

Metodą prób i błędów doszłam do tego, że Patryk nie toleruje nabiału i najprawdopodobniej glutenu. Po pierwszych 3 tygodniach diety objawy ustąpiły. Teraz kiedy tylko zjem coś z nabiałem odłączenia wracają, pojawia się też skorupa między brwiami. Po zjedzonym glutenie (w zależności od ilości) moje dziecko płacze jak żywcem ze skóry obdzierane, a jego małym ciałkiem dosłownie wykręca. Ja sama po zjedzeniu dwóch kromek chleba po 5 tygodniach przerwy z bólu umierałam dwa dni. Mam zatem silne podejrzenia nie tylko co do Patryka i Hani ( przecież miała identyczne objawy w jego wieku), ale także do siebie samej. Problem w tym, że Patryk jest zbyt mały na badania i diagnozę...

Dieta dla całej naszej rodziny (no dobra, nie dla Ślubnego, bo on się jej nie trzyma) jest dużym wyzwaniem, nie zawsze udaje się wytrwać, bo my łasuchy jesteśmy i tyle. Dlatego też jak tylko mogę osładzam nam życie, zwłaszcza teraz na Święta:) Przecież pieczenie ciasteczek świątecznych to u nas tradycja wyniesiona z mojego rodzinnego domu i z regionu w ogóle. Na Śląsku cieszyńskim piecze się bowiem nie tylko pierniczki.

Dziś zatem chcę Was uraczyć bezglutenowymi i beznabiałowymi makaronikami. Częstujcie się:)

























Wyglądają smakowicie. A smakują.....niebo w gębie! 


Makaroniki Pistacjowe - bez glutenu, bez nabiału
ok 24 sztuk

55 g obranych pistacji, plus parę do dekoracji (u nas się zjadły)
40 g cukru pudru
1 łyżka mąki ryżowej (ja użyłam kokosowej)
2 białka jaj
55 g miałkiego cukru (używam nierafinowanego cukru)
55 g wiórków kokosowych (nie siarkowane)


Piekarnik nagrzej do 180 st C. Pistacje, cukier puder oraz mąkę umieść w mikserze/ robocie kuchennym i zmiel. Jaja ubijaj do uzyskania piany, potem stale ubijając dodawaj partiami cukier. Kiedy piana będzie sztywna dodaj pistacje zmielone z cukrem i mąką oraz kokos. Wymieszaj delikatnie. Łyżeczką nakładaj otrzymane ciasto na papier do pieczenia. możesz udekorować ciasteczka pistacjami. Piecz ok 20 minut - mają być lekko brązowe. 


Smacznego!



P.S. Ze względu na dużą ilość cukru nie polecam zbyt często i definitywnie nie jest to zdrowa przekąska ani też odżywcza. 

Prezent dla niemowlaka?

Zbliżają się pierwsze Święta Małego Chłopca. W wigilię będzie miał równo 3 miesiące i dwa dni - taki duży już! (Jak ten czas leci!!!) W tym roku trochę przysnęliśmy z przygotowaniami świątecznymi dlatego też przyjęliśmy opcję minimum MINIMUM. Opcja MINIMUM zakłada absolutne minimum dekoracji, potraw i prezentów. Co do tych ostatnich, to wiemy, że Hania dostanie prezent. Ba! Nawet już go zamówiliśmy (rychło w czas, bo możliwe, że dotrze po Świętach). Natomiast zupełnie nie jestem przekonana co do prezentu dla Małego Chłopca, dlatego jak przystało na matkę wyrodną, na dziecku oszczędzającą, Patyk prezentu nie dostanie, przynajmniej od nas.

Zachodziliśmy w głowę co można by kupić takiemu maluchowi pod choinkę. Rynek jest przesycony przeróżnymi propozycjami, jednak kupno kolejnej zabawki (a te staram się ograniczać) mija się z celem. Dlaczego?

Ponieważ Patyk będzie miał 3 miesiące i 2 dni i jak przystało na dziecko w tym wieku nie potrafi się bawić, nie wspominając już o posiadaniu świadomości kultywowania tak przyjemnej tradycji, jaką jest obdarowywanie się prezentami. Ani on sobie tego prezentu nie odpakuje ani go nie doceni. Co najwyżej jego starsza siostra będzie miała podwójną frajdę. Na nic jemu, ani nam kolejna grzechotka czy maskotka, bo cóż innego bąblowi w tym wieku można? 

Kolejnej grającej pseudoedukacyjnej zabawki nie zniosę, nawet mimo znacznie pogorszonego słuchu. Pomijając już irytujące melodie tychże, to dopiero na przykładzie własnej postępującej głuchoty (tak, trzeba do mnie mówić głośno i wyraźnie) wiem, że takie grające zabawki po prostu krzywdzą (OK, nie każdy musi się ze mną zgadzać).

Może książkę na zapas? No, to jeszcze jest opcja do rozważenia. Tyle, że ja jakoś bardzo nie lubię niemowlęcych książek... Chyba, że możecie polecić coś NAPRAWDĘ ciekawego.

Nie widzi mi się kupowanie czegoś na siłę, po to by pod choinką było też coś z imieniem syna. Na zapas nie ma sensu kupować - kupi się kiedy będzie trzeba. A na teraz? Na teraz nie ma nic, co mogłoby się przydać czy sprawić radość. Chyba, że biust przewiążę czerwoną kokardą i sama zalegnę pod choinką, bo na chwilę obecną, tylko widok cycka sprawia Patykowi szaleńczą radość.

Postanowione!

P.S. A Wy kupujecie coś swoim niemowlakom na Święta? Czy jesteście równie "wyrodni/e" jak ja?






Idą Święta!

W ubiegłym roku cały dom pachniał ciastkami i zbliżającymi się Świętami, w tym, dopiero zaczynam o nich myśleć. Chyba nie muszę nikomu mówić jak bardzo skraca się czas po pojawieniu się drugiego dziecka...Kalendarz adwentowy miał mieć swoja premierę przed grudniem, miałyśmy z mamą piec ciasteczka i szyć ozdoby. Efekt jest taki, że kalendarz skończyłam przedwczoraj, a ciasteczka dopiero zaczynamy planować. Tymczasem wylot mamy zbliża się wielkimi krokami. Całej tej sytuacji winien jest jakiś paskudny wirus, który naszego domu nie chce opuścić od przeszło dwóch tygodni (tylko ja się trzymaj ostatkiem sił) oraz skok rozwojowy Najmłodszego...
 
Zatem postęp w przygotowaniach Świątecznych u nas wygląda następująco:
- choinka zakupiona ( mała, żywa, w donicy)
- kalendarz zawieszony
- jedna partia ciastek (bezglutenowych) upieczona
- zaplanowana produkcja ozdób choinkowych

No, to tyle. A jeśli dalej będzie tak, jak było, to do Świąt dostanę przykurczu mięśni barku, odpadną mi ręce i ogłuchnę totalnie. Ale jest też światełko w tunelu, bo może od stycznia uda się zmienić przedszkole, może od kwietnia Hankę wezmą do szkolnego oddziału w ramach Early Education, może w końcu dokończę jej pokój, bo w końcu też mam pomysł, może uda się jeszcze parę innych rzeczy, o których marzę od dawna... Ale ciiii :) na razie zostawiam Was ze zdjęciami:)



















Mały Chłopiec przy pracy:) Nigdy nie byłam i nadal nie jestem zwolenniczką trzymania bąbli w fotelikach samochodowych poza samochodem. Jednak przy drugim dziecku przyznaje bez bicia - zdarza mi się. Czasem muszę zrobić COŚ dla zachowania równowagi psychicznej - fotelik jest wówczas niezastąpiony. A Mały Chłopiec dba o swój kręgosłup i nie pozwala się odkładac do fotelika na zbyt długo:)






Jest jeszcze COŚ czy koniecznie muszę się pochwalić:) Wspominałam już nie raz o moim uwielbieniu dla charity shops. Ostatnio nasz dom wzbogacił się o kolejne cudo, które choć nie będzie stosowane zgodnie z przeznaczeniem, to już jest cudowną ozdobą!
 

 Podziękowania dla Mamy :*




 Początkowo pojemnik miał być wazonem lub osłonka na kwiaty. W ostateczności jednak za radą Mamy został schowkiem na moje wstążki i koronki, które wcześniej mieszkały w pudełku po butach. w końcu dorobiły się godziwego mieszkania:)













I pomyśleć, że miałam już rezygnować z przechowywania koronek i wstążek na klamerkach na rzecz woreczków. A one tak uroczo wyglądają zwłaszcza w swoim nowym mieszkaniu:)
Teraz jeszcze muszę pomyśleć o całym kąciku... ale wszystko w swoim czasie!

Do następnego Kochani!


Panel kontrastowy

Zanim urodził się Patyk miałam plan by zrobić dla niego coś w kontrastujących barwach. Kupiłam więc filc i na tym stanęło. Wena mnie opuściła. Poza tym, ostatnim razem filc szyło mi się tak źle, że powiedziałam ”nigdy więcej"... Do tego po głowie rozbijało mi się pytanie: "co, jak i kiedy". Dwa miesiące minęły, a filc jak leżał tak... leżał.

W końcu mnie olśniło, że przecież wcale nie muszę szyć i że mogę zaangażować Hanię. Wycięłam więc filcowe kształty i zostawiłam jej resztę. No, prawie resztę. Ależ miała frajdę z klejenia i przyklejana filcowych motywów dla brata! 









Gdyby ktoś zachodził w głowę, czemu starsza latorośl chodzi rozczochrana, to uprzejmie informuję, że szczotkę do włosów posiada, nawet dwie, na gumki, spinki, opaski również nas stać. Chodzi rozczochrana tak dla zasady. Faza indywidualizmu, która mam wrażenie nigdy się już nie skończy. A matkę zżera zazdrość do szpiku kiedy widzi Małe Damy z pięknie zaczesanym włosami. Bo moja osobista Mała Dama ma w nosie głęboko... (Błagam niech się znajdzie choć jedna mama, która ma ten sam problem).

Powracając jednak do panelu...Koniec końców zszyłam wszystkie kwadraty razem, tak by powstał panel, ale można też zrobić książkę lub po prostu przykleić/ powiesić kwadraty w różnych miejscach na ścianie. Patykowy panel wisi w miejscu, w którym Patyk jest przewijany. Z racji tego, że śpi z nami i nie dorobił się jeszcze swojego łóżka, a przewijać gdzieś trzeba, na Patykowy kącik przeznaczyliśmy naszą komodę i półki nad nią. Choć jego "kącik" nie jest jeszcze gotowy (i pewnie długo nie będzie) Patyk jest zachwycony! Musicie wierzyć na słowo, gdyż Patyk ostatnio nie czuje się najlepiej, w związku z tym nie współpracuje przy sesjach. Nawiasem mówiąc wirus go dopadł, jak i nas wszystkich, a zaczęło się od Hanuszczaka...










Do stworzenia własnego panelu/ książki potrzebować będziecie:
filcu w kontrastowych barwach - najlepiej biel, czerń, czerwień ( ja użyłam jeszcze niebieskiego)
Kleju PVA
Nożyczek
Szablonów własnego projektu lub znalezionych w sieci
Przydatne też będą:
Starsza pociecha i śpiące maluch, ale i bez tego ogarniecie ;)

Mam nadzieję, że panel pomysł na Panel podoba się Wam równie mocno jak nam:) Za inspirację dziękujemy Mamie w UK :)

Hello Big Sister!

Przyjście na świat rodzeństwa jest ogromnym przeżyciem dla dzieciaków, wywrotem, z którym muszą się uporać praktycznie sami. Wsparcie ze strony rodziców to jedna (a zarazem kluczowa) rzecz, ale póki malec nie przepracuje sobie sam faktu, że już nie jest jedynakiem, to ten wywrót może trwać i trwać... Żeby ów wywrót Hani umilić postanowiłam uskutecznić małe przekupstwo:) Ale żeby nie było tak jednostronnie, to i ona musiała się wysilić. Tym sposobem powstały prezenty od Niej dla Niego i od Niego dla Niej:) 

On, co prawda, nie musiał się gimnastykować, jak zrobić prezent i jeszcze utrzymać go w tajemnicy przed Nią (ta przyjemność spadła na mój kark), ale i tak sprawił Jej ogromną radość obdarowując ją książką, etui na kredki, chustą dla lalki i kolorowankami. Ona Jemu podarowała zaś swą pomocną tęczową dłoń i coś do gapienia się, ślinienia i gryzienia ( w późniejszym czasie). A oto efekty ciężkich prac :)

Pierwszą odsłonę tęczowej dłoni Hani dla Patyka możecie zobaczyć TU. To była pierwsza rzecz, którą chciałam zrobić dla Młodego i którą zrobiłam, a w zasadzie zrobiłyśmy:) Projekt prosty, wystarczy bodziak, tektura, farby do tkanin i dłoń dziecka:) Żeby było bardziej kreatywnie użyłam tylko podstawowych kolorów zmieszanych ze sobą. W ten sposób Hanka widziała, że barwy można uzyskiwać samemu:)
















Efekt końcowy na właścicielu:)



Prezenty od Niego dla Niej były o wiele bardziej wyczerpujące :) Zwłaszcza chusta do noszenia lalek. Tak naprawdę oba projekty bardzo proste, ale nie do do końca zrozumiany opis tworzenia chusty zrobił swoje;)







Z pomocą przy wypełnianiu etui przyszedł mi funciak - coś jak polskie "wszystko po 5 złotych" z tą różnicą, że w funciaku czasem można naprawdę fajne rzeczy kupić, niekoniecznie "pachnące" Chinami. Tak oto kupiłam cały zestaw kolorowanek w rozmiarze idealnie pasującym do mojego etui oraz komplet kredek świecowych (zastąpionych potem drewnianymi).




Do uszycia chusty dla lalek użyłam materiałów Moda z kolekcji Folklore i żółtego z serii Solid od Kona Fabrics - połączenie tych dwóch mnie urzekło i choć za żółtym nie przepadam, to chyba zaczynam się przekonywać:)





 



 














Prócz hendmejdowych giftów były też słodycze i książka - dla równowagi o warzywach:) Nie wiem jak Patyk, Hania z prezentów jest wyraźnie zadowolona:) Patyk z kolei będzie miał piękną pamiątkę:) A jak ich relacje? Widać na zdjęciach:) Choć nie zawsze tak bywa, to uwielbienie jest widoczne z obu stron:)


 A tutoriale znajdziecie  TU i TU :)


Do następnego:)

AddThis