Co z tą dystocją?

Czekałam na ten wczorajszy dzień jak na szpilkach. Wczoraj bowiem miało się rozstrzygnąć, czy poród będzie DOMOWY czy raczej szpitalny. I tak wczorajszy dzień i wczorajsza wizyta przeszły do wspomnień, a ja nadal wiem tyle ile wiedziałam. Czyli niewiele...

Przy którymś z poprzednich skanów pani doktor, której bardzo się spieszyło rzuciła tylko, że ze względu na dystocję barkową przy poprzednim porodzie, nie radzi mi rodzić w domu tym razem. Dodała, że ryzyko wzrasta przy dzieciach dużych, dlatego w 38 tygodniu mam mieć skan oceniający wielkość dziecka. 

Problem w tym, że zebrane przez mnie informacje na temat dystocji barkowej (głównie z opracowań dla położnych, więc źródła wiarygodne) wskazują na zupełnie coś innego.

DYSTOCJA BARKOWA - to sytuacja, w której po urodzeniu główki, ramię lub ramiona zostają zaklinowane w miednicy. Sytuację obrazuje poniższy film.




Na wystąpienie dystocji barkowej nie ma się wpływu. To jest 50% na 50%. Albo będzie, albo nie. (Edit: Zdania co do ryzyka wystąpienia dystocji barkowej w kolejnych porodach są mocno podzielone, jednak dystocja w pierwszym porodzie nie oznacza dystocji w następnych). Czasem sprzyjać może budowa miednicy, jednak to są przypadki sporadyczne i z reguły wiadomo od razu, że mogą być problemy przy porodzie naturalnym ze względu na budowę matki. U mnie problemu nie ma...

Procedura postępowania w przypadku dystocji jest taka sama w szpitalu jak i w domu. Z tą różnicą, że położna w szpitalu zwołuje cały oddział więc w razie czego odpowiedzialność nie leży tylko na jej barkach jak w przypadku porodu domowego. 


Szpital sprzyja występowaniu dystocji, bo:

  • w większości przypadków kobiety na starcie otrzymują oksytocynę albo od razu proszą o epidural, co najczęściej skutkuje podaniem sztucznej oksytocyny. Oksytocyna przyśpiesza akcję powodując, że dziecko często nie jest w stanie samo poprawnie ułożyć się w kanale rodnym. Z kolei samo podanie epiduralu powoduje, że poród zostaje zaburzony i zdecydowana większość kobiet ma problemy z "aktywnym" porodem.
  • zdecydowana większość porodów odbywa się w pozycji leżącej, która z fizjologicznego punktu utrudnia poród kobiecie i narodziny dziecku, bowiem kanał rodny w tej pozycji ułożony jest pod złym kątem. Efekt jest taki, że dziecko ma mniej miejsca w kanale, a kobieta musi włożyć znacznie więcej wysiłku w parcie.
  • stres, który znacznie wzrasta w szpitalu potrafi skutecznie przyblokować akcję porodową "wymuszając" na personelu podawanie środków przyspieszających poród - koło się zamyka...

Dystocji barkowej nie można uniknąć, ale można zminimalizować ryzyko jej wystąpienia poprzez:

  • unikanie ingerencji medycznych (oksytocyna, epidural, inne inwazyjne znieczulenia)
  • cierpliwość i nie pośpieszanie dziecka w żaden sposób
  •  aktywny poród - zmiany pozycji w trakcie I fazy porodu, a także całkowita rezygnacja z pozycji leżącej podczas II fazy

 Mimo wszystko czasem jednak dochodzi do zaklinowania się dziecka. I co wtedy?

  • Absolutnie NIE WOLNO manipulować głową dziecka, a tym bardziej za nią ciągnąć!
  • Jeśli szyjka owinięta jest pępowiną, pępowiny się nie przecina
  • NAJLEPSZĄ i PIERWSZĄ rzeczą, którą powinno się wykonać jest MANEWR GASKIN, czyli pozycja kolankowo - łokciowa, która ułatwia dziecku poród poszerzając rozwarcie. Działają też wówczas siły grawitacyjne, które ułatwiają poród i matce i dziecku.
  • Jeśli matka rodzi w pozycji leżącej z reguły stosuje się MANEWR Mc ROBERTS'A, polegający na uniesieniu ugiętych nóg matki do klatki piersiowej. Miałam wykonywany przy Hani, nie polecam, nie zdało egzaminu... (O tym dlaczego dowiecie się z poniższego filmiku...)


  •  Zmiana pozycji barku dziecka - poprzez manewry RUBINA lub ucisk nadłonowy
 manewr Rubina 180 stopni


manewr Rubina 45 stopni


ucisk nadłonowy


W zdecydowanej większości przypadków rozlokowuje się bark dziecka, co może doprowadzić do porażenia splotów nerwowych. To z kolei może skutkować trwałym kalectwem. Niestety, jak pokazuje nasz przypadek w polskich szpitalach stosuje się także CHWYT KRISTELLERA, który wygląda mniej więcej tak i jest chwytem NIEBEZPIECZNYM I ZABRONIONYM.




Na koniec krótki film o urazach poporodowych i o tym, jak o nich dochodzi. 





I teraz powiedzcie mi czy bardziej ryzykuję upierając się przy porodzie domowym, czy zgadzając się na poród w szpitalu?



Literatura:

http://midwifethinking.com/2010/12/03/shoulder-dystocia-the-real-story/
http://kamil.alpha.pl/?page_id=158
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dystocja_barkowa
 


13 komentarzy:

  1. Czy decyzja należy tylko do Ciebie, czy rozmawiałaś o tym z położną, która będzie z Tobą? Rozumiem, że nie odmawia Ci towarzyszenia w domu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj jest tak, że decyzja należy tylko do mnie. Oni mogą doradzać lub odradzać. Pod tym względem wiem, że mogę postawić na swoim. Jednak swoim zachowaniem zasiali ziarenko niepokoju.... Zawsze lepiej wiedzieć, że ma się wsparcie... Nawet jeśli są przeciwni to MUSZĄ przysłać położne - 2 konkretnie. Tylko, że nie wiadomo które przyślą, bo to zależy od tego, które będą miały dyżur. O tym jeszcze napiszę;)

      Usuń
  2. Aniu ja tu rodziłam dwa razy, mowy nie było o aktywnym porodzie przy drugiej fazie, podłaczyli mnie pod aparaturę, nawet umyc się nie mogłam w trakcie, dozwolone pozycje to prawy bok, lewy i na wznak... przykre bo człowiek się naoglada jak cudownie kobiety rodzą, a tu... D...pa.

    Z tego co wiem większość porodów jest monitorowana cały czas, chyba że akcja przebiega szybko, czego Ci życzę...

    Co do porodu gdzie... myślę, że każda matka ma intuicję, jeśli nie masz cienia wątpliwości upieraj się przy swoim, jeśli wybierzesz szpital to basen, będzie Ci lżej i nie będziesz musiała leżeć... brrryyy

    Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ja wczoraj pytałam się położnej i powiedziała mi, że to ode mnie zależy jak mi będą monitorować i że nawet w szpitalu mogę rodzić w dowolnej pozycji... Mam wydrukowany plan porodu i mam zamiar walczyc o jego zachowanie i będę PAIN IN THE ASS... tylko, że... zobaczymy co to da...

      Usuń
    2. Oby poszło wszystko po Twojej myśli... trzymam kciuki...:)

      Usuń
    3. Nie godzilabymsię na monitorowanie, jesli juz szpital to nadal w miarę naturalnie.

      Usuń
    4. Wszystko zależy od przebiegu porodu bo "naturalnie" ma wiele wydźwięku, jeśli jest cień zagrożenia pytają czy chcesz by Cię podłączono do Ktg.. Ciężko ryzykować i odmówić...

      Usuń
    5. To jest też to o czym rozmawiałam z położną - jeśli akcja porodu przebiega bez zakłóceń i akcja postępuje to nie podłączają pod KTG. Chyba, że kobieta sama chce. Co innego jeśli akcja z jakiegoś powodu nie postępuje, wtedy podłączają. W planie porodu można sobie zaznaczyć, ale często plan sobie, a życie sobie. Wiele zależy od tego jak przebiega poród.

      Usuń
  3. tak zabronionym, że mogę pozwać szpital? :) U mnie na szczęście skończyło się dobrze. Szkoda tylko, że lekarz i dwie położne nie mogły inaczej temu zaradzić... I tak, podciąganie nóg do góry to debilny pomysł.
    No i sprawdza się: dostałam oksytocynę i leżałam cały poród pod ktg z powodu, żeby położna mogła obserwować skurcze psia jego mać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zabronionym, jeśli masz to w dokumentach albo możesz jakoś potwierdzić, że zastosowano chwyt Kristellera to możesz zaskarżyć szpital. Ale jak znam naszą służbę zdrowia, to pewnie masz wpisany poród naturalny i ani słowa o jakimkolwiek wspomaganiu.... U nas nic nie wpisali w kartę, to i nie miałam jak zaskarżyć szpitala....
      Manwer McRobertsa ponoć czasem pomaga, ale w moim odczuciu może utrudniać poród. Ja w planie porodu mam zaznaczone że nie chce ciągłego KTG... zobaczymy co z tego wyjdzie...

      Usuń
  4. A ja mam na wypisie pięknie wpisany "poród naturalny", łaskawie dopisali, że dali mi oksytocynę. I pod koniec porodu też mi kazali podciągać nogi i lekarz mi wypychał dziecko. A chciałam rodzić pionowo z ugiętymi nogami, trzymając się drabinki, mówiłam, że tak mi najlepiej, ale tak się bałam, że jak położna powiedziała, żebym się położyła to się położyłam. A brzuch mnie cholernie po tym naciskaniu bolał, dopiero jedna z położnych na sali poporodowej zapytała czy może lekarz naciskał na brzuch przy porodzie, ja powiedziałam, że tak. Ona zrobiła zasmuconą minę i powiedziała, że w takim razie będzie mnie jeszcze długo bolało. Syn też się zaklinował, główka wychodziła do połowy najdalej, położna stwierdziła, że musi naciąć, nacięła i chyba wyszła cała, ale właśnie chyba barki nie chciały wyjść. Powiedziała do męża, żeby mi podciągnął nogę i trzymał, a ja mam przeć. Lekarz przyłożył KTG, położna stwierdziła, że musi powiększyć nacięcie (stąd moje wnioski o barkach, bo głowa już wyszła), lekarz powiedział, że "pomoże" i zaczął naciskać na brzuch, bolało, ale wtedy mnie wszystko bolało, a położna stwierdziła, że teraz już MUSZĘ urodzić, chyba zobaczyli na KTG, że synowi tętno się zmienia. Ale po urodzeniu dostał 10 w skali Apgar. Jeśli oprócz tego, że jest tylko szansa na to, że może się dziecko zaklinować, a przecież w każdym porodzie jest taka szansa ja bym brała domowy. A jeśli wybierzesz szpital, to właśnie poród w wodze, ale upewnij się, że będzie to poród DO WODY, bo jak ja się pytałam to się okazało, że poród w wodzie to tylko do momentu rodzenia dziecka, jak jest 10 cm to trzeba wyjść i rodzi się na łóżku. Ale to Polska. Niech sobie w d...wsadzą takie "naturalne" porody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie tylko mnie zfałszowano papiery z porodu.... Ja miałam tyle szczęścia, że położna, która uciskała brzuch zrobiła to z wyczuciem i nic mnie potem nie bolało... Współczuję bardzo, ale tyle szczęścia miałaś, że nic Tobie nie uszkodził...
      Tutaj są porody w wodzie i do wody. Też zdarzają się karygodne błędy jednak w moim odczuciu standardy są znacznie wyższe niż w Polsce. We wrześniu przekonam się sama...

      Usuń

Każdy komentarz nie będący obelgą dla mnie i moich czytelników jest mile widziany. Zostaw po sobie dobre wspomnienie:)

Dziękuję:)

AddThis