Emergency

Ostatnie dni upływają nam pod znakiem EMERGENCY. Dosłownie i w przenośni...

Środa, późny wieczór (dla niektórych głęboka noc), okolice 22. Tak moje dziecko chodzi diabelnie późno spać (a temu kto uważa, że to z powodu naszej nieudolności pokazuję środkowy palec). Wykłócam się z Hanką o to, że zęby trzeba myć, bo bakterie, próchnica, bo królik z książki też nie mył i to dlatego teraz siedzi i płacze podczas gdy jego brat zajada marchewkę, że bez wymycia nie ma wieczornego mleka... Oczywiście, że Hanka jest w opozycji i oczywiście, że pomagam jej odnaleźć drogę do łazienki...

Niestety nie przewidziałam tego, że Młoda będzie się wyrywała i chwyciłam ją w najgłupszy z możliwych sposobów. Tak jak wielu rodziców chwyta swoje dzieci do "huśtawki", za dwie ręce... W ten sposób zawieszoną planowałam zanieść do łazienki tuż obok jej pokoju. Tyle tylko, że w pewnym momencie Młoda się próbowała wyrwać...

W ten sposób zaliczyliśmy pierwszą wizytę na pogotowiu. W dodatku jeszcze bez dokumentów Hani, które HM Revenue postanowiło zgubić... Nie byłoby to problemem gdyby nie fakt, że Ślubny postanowił się pokierować złotą radą uzyskaną Bóg wie od kogo, aby najpierw załatwić sprawę benefitu na dziecko (który tutaj należy się niemalże każdemu). W ten oto sposób dokumenty Hani trafiły najpierw do HM Revenue zamiast do służby zdrowia...

Pojechaliśmy więc na pogotowie z obolałym dzieckiem bez dokumentów i z pełną świadomością tego, że dziecko nie istnieje w rejestrach służby zdrowia...

Przyjęto nas bez mrugnięcia okiem, bez wyrzutów, że nie mamy dokumentów i że dziecko nie jest zarejestrowane. To już było dla mnie sporym szokiem, bo po doświadczeniach z rodzimym NFZ byłam pełna obaw, że cały szpital usłyszy... Zatem plus dla angielskiej służby zdrowia za wyrozumiałość.

W poczekalni czekaliśmy troszkę pełni obaw o to co usłyszymy od lekarza. I tu znowu zaskoczenie, bo lekarz podotykał rękę Młodej dosłownie przez chwilę po czym puścił, przeprosił ją za sprawienie bólu i zapytał nas czy dziecko zostało podniesione za dwie ręce. Potem stwierdził, że już powinno być ok, bo kość wskoczyła na swoje miejsce bo słyszał takie charakterystyczne kliknięcie, kazał dać leki przeciwbólowe i wrócić jeśli ból nie minie w ciągu 24 godzin.

Wizyta trwała góra 5 minut a my wyszliśmy ze szpitala zdezorientowani jeszcze bardziej niż w dniu wypisu po narodzinach Hani. Że jak to? Że tylko podotykał i już? Że bez zdjęcia żadnego? Że bez żadnych poważnych zaleceń? Że nie opieprzył z góry na dół? 

Drugi plus dla angielskiej służby zdrowia za jakość obsługi, za brak niepotrzebnego narażania dziecka na promienie RTG i za brak idiotycznych komentarzy i oceniania. Ręka Hani ma się dobrze, a my bezskutecznie próbujemy zapisać się na termin w konsulacie. Niestety z racji przeprowadzki konsulat jest chwilowo nieczynny...

Poza tym napis EMERGENCY pojawia mi się przed oczyma za każdym razem kiedy przez myśl przemknie mi pielucha bądź nocnik. Bo Młodej absolutnie nie przeszkadza morka czy brudna pielucha, a odkąd nasze wielorazówki przestały zdawać egzamin i zmuszeni byliśmy przejść na jednorazowe, problem się nasilił. Nocnik? Fajny, można czasem siku zrobić ku uciesze matki. Względnie wszystkie swoje pluszaki kolejno nań wysadzać.... A brak pieluchy skutkuje przebieraniem nawet co 5 minut.

To teraz już wiecie dlaczego milczę jak zaklęta...


P.S. Przypominam o ankiecie:D
http://www.interankiety.pl/interankieta/2bab18c68d636a2e726710b0124251c7.xml

20 komentarzy:

  1. Wielokrotnie słyszałam, żeby tak dziecka nie podnosić, ale robię to często... Artur lubi jak się go tak buja za dwie ręce. Chyba muszę zaprzestać kategorycznie.
    Powiem Ci, że jak Artur miał 6 miesięcy to spadł nam z łóżka. Pominę fakt, że na jednym pogotowiu nas nie przyjęli bo to nie był ich rejon.
    U lekarza najpierw był wykład na temat wychowania... że dziecko teraz jest bardziej ruchliwe i trzeba pilnować, nie zostawiać i w ogóle... miałam ochotę schować się pod stół. Ogólnie nie było żadnych objawów, Artur nie stracił przytomności, nie wymiotował. Ale bez promieniowania się nie obyło. Pani, która robiła RTG powiedziała tylko "szkoda takiego maluszka już naświetlać, ale to decyzja pani doktor". I tyle w temacie polskiej służby zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko, wielu rodziców tak robi. Sama pamiętam ze swojego dzieciństwa, że ze mną też się tak wygłupiano....Tyle, że się nie wyrywałam...
      W Polsce niejednokrotnie były sytuacje, że ludzie pod szpitalami umierali, bo to nie ten rejon...Dramat.

      Usuń
  2. a co się z wielo stało, że już nie?
    Młodej ręka juz nie boli?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pan doktor ją nastawił:) no i przeszło:)

      Usuń
  3. Moj biega w stroju adama cały dzień. Sika na stojaco , nawet o zgrozo próbuję trafic z kupą na stojąco. A jak jest ubrany to nie mysli o sciafaniu czego kolwiek . Ot tak staje nad nocnikiem i sika przez ubrania. Nie chcę się przekonać do siadania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh:) To też macie ciekawie:) Trzymam kciuki za szybką naukę:D

      Usuń
  4. no to szxczęście w nieszczęściu, dobrze, ze wszystko ok!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ajć! Współczuję całej sytuacji, ale ważne że wszystko ok. Ja w ogóle nie jestem stworzona do załatwiania czegokolwiek i takie sytuacje mnie przerażają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie lubię załatwiać spraw, zwłaszcza takich i zwłaszcza w nie swoim języku:/ Ale cóż, innego wyjścia nie mam:D

      Usuń
  6. Oj. Ale pechowo z tymi rączkami, dobrze, że bez większych problemów ostatecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie:) Ja mam też nauczkę żeby się z Młodą nawet tak nie wygłupiać.

      Usuń
  7. Już w pierwszej chwili chciałam pytać gdzie w Polsce taki szpital???? Ale szybko się OTRZĄSŁAM ;) dobrze że z ręką ok i że szybko i sprawnie poszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh:) Chciałabym powiedzieć, że w Polsce pod tym względem nie jest źle, ale moje doświadczenia mówią zupełnie co innego a media znów donoszą o kolejnym przypadku śmierci...Tym razem maleńka dziewczynka, bo karetki transportującej nie było na czas....

      Usuń
  8. A ja mam ten głupi nawyk że czasem za rączki biorę. Tzn teraz mniej bo Kacper za duży, ale kiedyś odruchowo tak jakoś robiłam, choć wiedziałam że może byc z tego problem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. I popatrz, niby każda z nas wie a i tak wiele mam i rodziców w ogóle popełnia ten błąd:/

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz nie będący obelgą dla mnie i moich czytelników jest mile widziany. Zostaw po sobie dobre wspomnienie:)

Dziękuję:)

AddThis